Wetlina 2017 – Dzień 4 – żubry, wrzosowiska, Solina

/Wetlina 2017 – Dzień 4 – żubry, wrzosowiska, Solina

Wetlina 2017 – Dzień 4 – żubry, wrzosowiska, Solina

Gdzie są żubry?

Po wczorajszym spacerze dziś dam odpocząć nogom. Objazdówka po Bieszczadach i wierz mi w jeden dzień nie masz szans zobaczyć wszystkiego choćbyś bardzo chciał. Bieszczady są przepiękne i warte odwiedzenia na kilka/naście dni nawet jeśli jak ja, nie jesteś człowiekiem gór.

Zaczynam od wyprawy do Muczne by zobaczyć żubry w rezerwacie. Za dużo chodzenia nie ma, za to widok żubrów podczas karmienia otwiera oczy na najbardziej prymitywne i instynktowne zachowania zwierząt. Najpierw byki, potem jałówki i dopiero na koniec młode. Jakkolwiek byśmy jako ludzie, nie dziwili się takiej kolejności, to właśnie dzięki temu gatunek jest w stanie przetrwać (pomijając ingerencję, a w zasadzie pomoc ludzi). Cieszy, że próbujemy naprawić to co zniszczyliśmy w ciągu kilkudziesięciu lat. Szybka wizyta jeszcze w byłej bazie wypadowej Gierka i jego kumpli i ruszam dalej…

Torfowisk czar

Kolejny przystanek to torfowiska w Tarnawie. Latem ciekawe i zdecydowanie warte zobaczenia ale chętnie wrócę tu jesienią! To musi być niesamowity widok, tym bardziej, że wrzosów musi tu być co nie miara. Ciekaw też jestem aktywności bobrów, których tutaj podobno jest sporo.

W Lutowiskach trafiam na pomnik postawiony przez Stowarzyszenie Ocalić Od Zapomnienia. Chyba związany z katastrofą smoleńską ale ręki nie dam sobie uciąć bo ktoś zaoszczędził na wykonaniu i tabliczki z nadrukiem kompletnie wyblakły… Nie udało się jak widać ocalić od zapomnienia niskim kosztem…

Zapora w Solinie

Ruszam dalej w zasadzie z kronikarskiego obowiązku. Pełen obaw kieruję się ku zaporze w Solinie. Niestety obawy okazują się w pełni zasłużone. Jarmark, stragany, góralskie kierpce, dinozaury, balony, zapiekanki, lody. Kicz, tandeta, wszystko co można tanio kupić i drogo sprzedać. Po obu stronach tamy. Niestety nie dałem rady dostać się na wycieczkę po wnętrzu tamy i na pewno będę chciał to nadrobić. Z tego co się zdążyłem dowiedzieć to jedyny element, który warto sprawdzić w tej okolicy.

Smutne oblicze Świerczewskiego

Na koniec odwiedziny przy pomniku Świerczewskiego. Podróż można powiedzieć sentymentalna. Miałem kilka lat gdy byłem tam pierwszy raz. Gdzieś w rodzinnym archiwum leży moje zdjęcie z tym pomnikiem. Abstrachując od historycznych „zasług” Świerczewskiego, nie rozumiem i zdecydowanie potępiam beszczeszczenie miejsc pamięci. Jeśli nie poważamy kogoś, komu oddano hołd stawiając pomnik to zignorujmy te miajsca pamięci zamiast w sposób barbarzyński niszczyć je bazgrołami. Szkoda…

Pan ma relaks

Wracam do Wetliny z mocnym postanowieniem pożarcia naleśnika giganta i zdobycia certyfikatu świadczącego o tym fakcie ale w międzyczasie dostaję cynk, że powinienem sprawdzić pstrąga. To bardzo dobra decyzja. Z karty wypisanej kredą na wielkiej ścianie wybieramy jeszcze krem z pomidorów (miazga!!! polecam jak nie wiem co choć porcja uniemożliwia skosztowania czegokolwiek więcej) oraz pierogi z Tarnopola, które zmiażdżyły mojego Teścia. Słowem się nie odezwał wcinając smażone placuszki z ciasta pierogowego wypełnione po brzegi farszem mięsnym, polane sosem z bakłażana… Oj, jest do czego wracać bo jeszcze sporo pozycji z menu nie sprawdziłem, a dotychczasowe doświadczenia każą przypuszczać, że to będą kolejne kulinarne odkrycia…

Na koniec dnia miła niespodzianka – właściciel Grzechowiska jeździ oryginalnym Royal Enfield… Piękna maszyna, cudowny bulgot silnika, klasyka w najlepszym wydaniu. Nie wiem czy mogę przytoczyć poważniejsze argumenty by zarekomendować Grzechowisko na miejsce noclegu. Absolutnie magiczne miejsce…

Ostatnia noc w Wetlinie, niebo wręcz na wyciągnięcie ręki. Nie widziałem nigdzie gwiazd tak blisko i tak dokładnie. Nie wiem czy na morzu przypadkiem nie ma takich nocy. Dawno już nie pływałem ale w tym roku to nadrobię. 😉 Następna Wielka Wyprawa będzie z Bałtyku… 😉

2017-08-30T10:55:09+00:00