Wetlina 2017 – Dzień 3 – Bieszczady

/Wetlina 2017 – Dzień 3 – Bieszczady

Wetlina 2017 – Dzień 3 – Bieszczady

Dzień dobry Bieszczady!

Dzień pieszego pasażera. Po dwóch dniach w siodle czas dać odpocząć czterem literom. Nie spodziewałem się, że będzie to najbardziej męczący dziań całej Wyprawy… 😉 Z samego rana jadę do Brzegów Górnych, stamtąd busem do Ustrzyk Górnych. Potem już na piechotę ponad 9km czerwonym szlakiem przez całą Połoninę Caryńską.

Połonina Caryńska

Ostre dość podejście przez las. Potem chwila lekkiego przejścia przez łąkę i nastepnie dość stromo na szczyt. Kiedy już myślisz, że gorzej być nie może, widzisz że przed Tobą jeszcze całkiem spory kawałek marszu w dół do parkingu w Brzegach Górnych. Od wyjścia z lasu widoki zapierające dech w piersiach zarówno na część polską jak i ukraińską. Trafiłem na fantastyczną pogodę i widoczność niespotykaną. Jest coś z radości odkrywcy kiedy stoisz na szycie góry i patrzysz jak po choryzont ciągną się inne szczyty. Nawet jeśli towarzyszy Ci w tej zdobyczy setki innych turystów. Podobno Caryńska nie jest tak oblegana jak Wetlińska i tylko dlatego się na nią zdecydowałem. Mimo wszystko było bardzo dużo turystów na szlaku. Widziałem ludzi, którzy od trudniejszej strony wbiegali na szczyt z wielkim plecakiem na plecach. Dość surrealistyczny widok. Ostatkiem sił docieram na parking i wracam do Wetliny.

Raj dla podniebienia

Jedyne co trzyma mnie przy życiu to wizja obiadu w Chacie Wędrowca. Nie zawiodłem się! Każda z zamówionych potraw na absolutnie najwyższym poziomie! Świetnie doprawiona, bardzo dobrze podana, idealnie wywarzona ilość przy najwyższej jakości oraz przystępnej cenie. Dziś wieprzowina z wątróbką cielęcą i mieszanką kasz, w towarzystwie warzyw marynowanych. W tym liść kapusty czerwonej doprawiony niczym kimchi i idealnie komponuje się z całym daniem. Polędwiczki wieprzowe z ziemniakami i sałatką robiły robotę ale naleśnik gigant, nawet w wersji mini z jagodami (tylko dlatego, że wcześniej zjedliśmy najlepszy na świecie domowy krupnik) to najfantastyczniejsza rzecz jak się może Ci przytrafić w Bieszczadach!!!

Opatentowany i certyfikowany jako danie lokalne, lekkie chrupiące ciasto smażone w głębokim tłuszczu, Niespotykana ilość jagód, trzy spore kleksy śmietany i całość zwieńczona cukrem pudrem i miodem. Raj dla podniebienia. To zresztą widać po talerzach gości. Większość delektuje się naleśnikiem (podawany jest w kilku wersjach smakowych oraz dwóch wielkościach). Warto jednak o ile masz czas i miejsce w żołądku zamówić także coś z bardzo często zmienianej karty dań. Robert – szef kuchni dba by proponowane dania korzystały z najlepszych, sezonowych surowców. Ech, mógłbym się rozpisywać nad smakiem tych dań… Coś niesamowitego!

Szorstka miłość

Najważniejsza nauka z dnia dzisiejszego jest taka, że uwielbiam ludzi chodzących po górach. Charakterologicznie są bardzo podobni do żeglarzy. To fantastyczni, otwarci i tolerancyjni gawędziarze! 😉 Uwielbiam klimat górskich miejscowości, knajp gdzie większość mijanych twarzy spotykasz później na szlaku. Niemniej jednak jest to rodzaj aktywności fizycznej kompletnie nie z mojej bajki. Jestem żeglarzem i bliżej mi jednak do morza, portów i tawern niż górskich szlaków. Pomimo przepięknych widoków nie jestem w stanie znaleźć w sobie radości z pokonywania kilometrów tras w górę i w dół. Nie oznacza to, że nie będę odwiedzał takich miejsc. Bardzo chętnie odwiedzę te miejsca raz jeszcze ale w góry już się raczej nie wybiorę… 😉

By |2017-08-30T11:27:52+00:00Lipiec 17th, 2017|Wetlina2017|0 Comments